środa, 8 stycznia 2014

Rodział 3

,,Bóg  jest  jednak nie sprawiedliwy, dlaczego pozwala na to  by kobieta świadomie cierpiała i pozbawiała sie godności na rzecz ,,zaspokojenia'' swojego anioła?''


Z tą myślą przyszło mi egzystować przeszło 6lat,długich i szarych lat, zanim zrozumiałam po co i dla kogo żyje.


Życie  nie jest bajką w której księżniczka znajduje swojego ukochanego i razem wiodą  spokojne  życie w uroczym zamku na skraju wzgórza...

tak naprawdę to  GÓWNO PRAWDA!!!


Ten świat jest wypełniony w większości,facetami którzy zdają sobie sprawę iż kobieta w pewnym wieku jest,,jak plastelina'' mogą sobie stworzyć kobietę uporządkowana i na ślepo wierną a ona  i tak się nie przeciwstawi....
Będzie taka jak on zechce...


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 -Nie, nie może być !Kiedy?Jak?Pytałam sama siebie z niedowierzaniem, spoglądając na ekran telewizora gdzie w dalszym ciągu widoczna była nieśmiało uśmiechnięta twarz Igi.


 - Na koniec , z całego serca pragnę Ci życzyć jak najdalszych lotów.Powiedział jednym tchem nie zdrowo podniecony spiker.



Zobaczyłam w jej oczach wielką ulgę kończącego się debiutu telewizyjnego.Głośno nabierając powietrza odpowiedziała:

-Dziękuje, nawzajem.W jednej chwili  uradowana buźka zmieniła wyraz na totalne przerażenie i zażenowanie wypowiedzianymi przed chwilą słowami.


Zaśmiałam sie serdecznie z wpadki przyjaciółki.Iga zawsze potrafiła wprowadzić luźniejsza atmosferę w nawet najbardziej poważniej sytuacji.
Próbując rozmasować obolały nadgarstek który do tej pory odczuwał bliskie spotkanie szpitalnego wenflonu i piżamowego rękawa, kiedy wreszcie natręty ból zmienił się w znośne pulsowanie,myślami odpłynęłam do wyczynu dziewczyny sprzed kilku lat.

Tuż  po zdanej maturze Igi w nagrodę  urządziłyśmy  sobie  ,,babski dzień'' ot,zwykłe kilkugodzinne oglądanie witryn sklepowych,z racji panującej  w tamten czas pięknej pogody, nasz wypad trwał dobre kilka godzin.
 Pod wieczór przyjaciółka stwierdziła, że jej chłodno i chciałaby się przebrać, dziarskim krokiem zatem ruszyłyśmy  w stronę domu Igi  by ta mogła się przyodziać w coś cieplejszego.
Będąc już na miejscu Jej Ojciec przywitał nas, nie wiadomo czemu,śmiechem powód dobrego  humoru Jej rodziciela nie kazał na siebie długo czekać.
Po ściągnięciu podkoszulka okazało się iż był on ,,oznaczony'' przez ptaki, i to też wyjaśniałoby  fakt dlaczego ludzie idący za nami byli w podobnym nastroju jak Pan Lewiński, która z nas mogła wiedzieć że trafiła się takowa ,,niespodzianka''/
Układając głowę możliwie jak najwygodniej  do wysterylizowanej pościeli, uśmiechałam się do własnych myśli czując ulgę która  była prawie jak szczęście,które  na tamten czas mnie opuściło.
Wtedy zrozumiałam że nie mogę tak dalej żyć, muszę walczyć o swój los, o swoje życie.
NIGDY WIĘCEJ!! JUŻ NIGDY!!!



z moich myśli wyrwało mnie nagłe skrzypnięcie drzwi wejściowych co swoją drogą bardzo mnie zdziwiło gdyż o tej porze nie miała miejsca żadna kontrola lekarska czy  wizyta pielęgniarki.
Ciszę nocną przerwał metaliczny chód,Instynktownie  odwróciłam się co pozwoliło mi uniknąć  bliskiego spotkania z ostrzem kuchennego noża,który był dzierżony w okropnych łapskach boskiego.

- Odemnie się tak szybko nie odchodzi. Odpowiedział złowrogo, w jego oczach zobaczyłam opętanie, czystą chęć mordu,ponieważ zrobiłam coś czego się nie spodziewał, postanowiłam odejść.
 Poczułam iż za chwile, dosłownie  spojrzę na swoje serce  które ze strachu wyrywało się z piersi.
Jak mogłam być taka zaślepiona?? Boski w niczym nie przypominał człowieka którego jakimś cudem kochałam przez te ostatnie lata
Niczym kilkumiesięczne, raczkujące nieudolnie dziecko staram się wydostać z sali, czując łaskotanie pierzy które rozwiewane na różne strony uniemożliwiały ucieczkę.

- Gdzie sie wybierasz?! wrzasnął.
Jedna ręką,niczym atleta  szarpnął za delikatną szpitalną koszulę  która w mgnieniu oka rozdarła sie na dwoje.

W jego wielkich brązowych oczach zauważyłam nieposkromioną rządzę. Wyrywając się  z jego uścisku zaczęłam wydzierać się przeraźliwie;

- Przymknij się!! Dostałam boską odpowiedź od  mojego oprawcy, który próbował zatkać mi usta dłonią... to była moja szansa..

ugryzłam go

Wypuścił mnie ze swoich silnych ramion. Klnąc pod nosem próbował zatamować krwawienie

skąd miałam tyle sił????

Niewiele myśląc wybiegłam na korytarz szukając ratunku;

- Pomocy, błagam! On chce mnie zabić!! Darłam sie przeraźliwie.

Boski widząc moje zachowanie, wybiegł z sali  by  dokończyć to co zaczął.
-----------------------------------------------------------

Jej ciało takie uległe i podatne na mój dotyk, oto ona, moja zdobycz, moja nagroda, moja  niewolnica....

Gdy już zdobywam  jedną z nich  ważną role musi odgrywać jej tyłek,  dwie krągłe półkule dzięki  którym wiem że reszta frajerów zazdrości mi takiej sztuki.
Alicjo.... pamiętaj już zawsze będziesz  moja nikt mi Ciebie nie odbierze, gdzie  byś nie była ja i tak Cię znajdę...pamiętaj


--------------------------------------------------

Marszowym krokiem,dzierżąc w ręce nóż, wziął zamach by zadać jeden, celny coś.
Chwytając się za głowę zamknęłam oczy mając nadzieję że to  jeden wielki sen.
Zacisnęłam je  najmocniej jak potrafiłam, wszystko dookoła żółte, jakbym miała za chwile zemdleć.

Poczułam że ktoś odpycha mnie  na bok, otworzyłam oczy, zauważyłam  jak młody  chłopak  razem z ochroniarzem wyprowadzali ze szpitala.

Będąc nadal w ,,poczwarzej''pozycji,zauważyłam  jak młody, zdenerwowany i zziajany  mężczyzna kuca by móc spojrzeć mi w oczy:


-  Jak się pani czuje? Zapytał z troską

co miałam mu powiedzieć?? Trzęsąc się z zimna, zaczęłam cicho szlochać.
 W jednej chwili zdjął swój płaszcz i okrywając mnie kontynłował :

- Już dobrze, jesteś bezpieczna.

I rzeczywiście,po raz kolejny WIEDZIAŁAM  że mogę  tak się czuć.

Subtelny zapach wody kolońskiej mojego wybawiciela sprawił iż chciałam mu podziękować.
Powoli  uniosłam wzrok, tuż przymnie ukazała sie postać przystojnego  dobrze zbudowanego, niebieskookiego blondyna.

- Dziękuje. Wymamrotałam

- Nie musisz mi dziękować. Odpowiedział  grzecznie się uśmiechając.
 - w moim kraju  taka postawa jest normalna.Powiedział zawadiacko przyglądając mi się uważnie.

Wymieniliśmy nasze spojrzenia, poczułam że będe mogła znaleźć z tym człowiekiem wspólny język.
Miał w sobie coś przyciągającego.... i te błękitne oczy...

- Jestem Alicja.Palnęłam  nagle nie mogąc oderwać od nich wzroku.

Uśmiechnął się tajemniczo, podając  ręke odpowiedział:

- Jari Syylkanenn.

- Nie jesteś z polski prawda? Zmarszczyłam  brwi czekając na odpowiedź.
- Nie, odpowiedział stanowczo,jestem z pochodzenia Finem.

No pięknie, cos czuję  że jeszcze się spotkamy.