,,Bóg jest jednak nie sprawiedliwy, dlaczego pozwala na to by kobieta świadomie cierpiała i pozbawiała sie godności na rzecz ,,zaspokojenia'' swojego anioła?''
Z tą myślą przyszło mi egzystować przeszło 6lat,długich i szarych lat, zanim zrozumiałam po co i dla kogo żyje.
Życie nie jest bajką w której księżniczka znajduje swojego ukochanego i razem wiodą spokojne życie w uroczym zamku na skraju wzgórza...
tak naprawdę to GÓWNO PRAWDA!!!
Ten świat jest wypełniony w większości,facetami którzy zdają sobie sprawę iż kobieta w pewnym wieku jest,,jak plastelina'' mogą sobie stworzyć kobietę uporządkowana i na ślepo wierną a ona i tak się nie przeciwstawi....
Będzie taka jak on zechce...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Nie, nie może być !Kiedy?Jak?Pytałam sama siebie z niedowierzaniem, spoglądając na ekran telewizora gdzie w dalszym ciągu widoczna była nieśmiało uśmiechnięta twarz Igi.
- Na koniec , z całego serca pragnę Ci życzyć jak najdalszych lotów.Powiedział jednym tchem nie zdrowo podniecony spiker.
Zobaczyłam w jej oczach wielką ulgę kończącego się debiutu telewizyjnego.Głośno nabierając powietrza odpowiedziała:
-Dziękuje, nawzajem.W jednej chwili uradowana buźka zmieniła wyraz na totalne przerażenie i zażenowanie wypowiedzianymi przed chwilą słowami.
Zaśmiałam sie serdecznie z wpadki przyjaciółki.Iga zawsze potrafiła wprowadzić luźniejsza atmosferę w nawet najbardziej poważniej sytuacji.
Próbując rozmasować obolały nadgarstek który do tej pory odczuwał bliskie spotkanie szpitalnego wenflonu i piżamowego rękawa, kiedy wreszcie natręty ból zmienił się w znośne pulsowanie,myślami odpłynęłam do wyczynu dziewczyny sprzed kilku lat.
Tuż po zdanej maturze Igi w nagrodę urządziłyśmy sobie ,,babski dzień'' ot,zwykłe kilkugodzinne oglądanie witryn sklepowych,z racji panującej w tamten czas pięknej pogody, nasz wypad trwał dobre kilka godzin.
Pod wieczór przyjaciółka stwierdziła, że jej chłodno i chciałaby się przebrać, dziarskim krokiem zatem ruszyłyśmy w stronę domu Igi by ta mogła się przyodziać w coś cieplejszego.
Będąc już na miejscu Jej Ojciec przywitał nas, nie wiadomo czemu,śmiechem powód dobrego humoru Jej rodziciela nie kazał na siebie długo czekać.
Po ściągnięciu podkoszulka okazało się iż był on ,,oznaczony'' przez ptaki, i to też wyjaśniałoby fakt dlaczego ludzie idący za nami byli w podobnym nastroju jak Pan Lewiński, która z nas mogła wiedzieć że trafiła się takowa ,,niespodzianka''/
Układając głowę możliwie jak najwygodniej do wysterylizowanej pościeli, uśmiechałam się do własnych myśli czując ulgę która była prawie jak szczęście,które na tamten czas mnie opuściło.
Wtedy zrozumiałam że nie mogę tak dalej żyć, muszę walczyć o swój los, o swoje życie.
NIGDY WIĘCEJ!! JUŻ NIGDY!!!
z moich myśli wyrwało mnie nagłe skrzypnięcie drzwi wejściowych co swoją drogą bardzo mnie zdziwiło gdyż o tej porze nie miała miejsca żadna kontrola lekarska czy wizyta pielęgniarki.
Ciszę nocną przerwał metaliczny chód,Instynktownie odwróciłam się co pozwoliło mi uniknąć bliskiego spotkania z ostrzem kuchennego noża,który był dzierżony w okropnych łapskach boskiego.
- Odemnie się tak szybko nie odchodzi. Odpowiedział złowrogo, w jego oczach zobaczyłam opętanie, czystą chęć mordu,ponieważ zrobiłam coś czego się nie spodziewał, postanowiłam odejść.
Poczułam iż za chwile, dosłownie spojrzę na swoje serce które ze strachu wyrywało się z piersi.
Jak mogłam być taka zaślepiona?? Boski w niczym nie przypominał człowieka którego jakimś cudem kochałam przez te ostatnie lata
Niczym kilkumiesięczne, raczkujące nieudolnie dziecko staram się wydostać z sali, czując łaskotanie pierzy które rozwiewane na różne strony uniemożliwiały ucieczkę.
- Gdzie sie wybierasz?! wrzasnął.
Jedna ręką,niczym atleta szarpnął za delikatną szpitalną koszulę która w mgnieniu oka rozdarła sie na dwoje.
W jego wielkich brązowych oczach zauważyłam nieposkromioną rządzę. Wyrywając się z jego uścisku zaczęłam wydzierać się przeraźliwie;
- Przymknij się!! Dostałam boską odpowiedź od mojego oprawcy, który próbował zatkać mi usta dłonią... to była moja szansa..
ugryzłam go
Wypuścił mnie ze swoich silnych ramion. Klnąc pod nosem próbował zatamować krwawienie
skąd miałam tyle sił????
Niewiele myśląc wybiegłam na korytarz szukając ratunku;
- Pomocy, błagam! On chce mnie zabić!! Darłam sie przeraźliwie.
Boski widząc moje zachowanie, wybiegł z sali by dokończyć to co zaczął.
-----------------------------------------------------------
Jej ciało takie uległe i podatne na mój dotyk, oto ona, moja zdobycz, moja nagroda, moja niewolnica....
Gdy już zdobywam jedną z nich ważną role musi odgrywać jej tyłek, dwie krągłe półkule dzięki którym wiem że reszta frajerów zazdrości mi takiej sztuki.
Alicjo.... pamiętaj już zawsze będziesz moja nikt mi Ciebie nie odbierze, gdzie byś nie była ja i tak Cię znajdę...pamiętaj
--------------------------------------------------
Marszowym krokiem,dzierżąc w ręce nóż, wziął zamach by zadać jeden, celny coś.
Chwytając się za głowę zamknęłam oczy mając nadzieję że to jeden wielki sen.
Zacisnęłam je najmocniej jak potrafiłam, wszystko dookoła żółte, jakbym miała za chwile zemdleć.
Poczułam że ktoś odpycha mnie na bok, otworzyłam oczy, zauważyłam jak młody chłopak razem z ochroniarzem wyprowadzali ze szpitala.
Będąc nadal w ,,poczwarzej''pozycji,zauważyłam jak młody, zdenerwowany i zziajany mężczyzna kuca by móc spojrzeć mi w oczy:
- Jak się pani czuje? Zapytał z troską
co miałam mu powiedzieć?? Trzęsąc się z zimna, zaczęłam cicho szlochać.
W jednej chwili zdjął swój płaszcz i okrywając mnie kontynłował :
- Już dobrze, jesteś bezpieczna.
I rzeczywiście,po raz kolejny WIEDZIAŁAM że mogę tak się czuć.
Subtelny zapach wody kolońskiej mojego wybawiciela sprawił iż chciałam mu podziękować.
Powoli uniosłam wzrok, tuż przymnie ukazała sie postać przystojnego dobrze zbudowanego, niebieskookiego blondyna.
- Dziękuje. Wymamrotałam
- Nie musisz mi dziękować. Odpowiedział grzecznie się uśmiechając.
- w moim kraju taka postawa jest normalna.Powiedział zawadiacko przyglądając mi się uważnie.
Wymieniliśmy nasze spojrzenia, poczułam że będe mogła znaleźć z tym człowiekiem wspólny język.
Miał w sobie coś przyciągającego.... i te błękitne oczy...
- Jestem Alicja.Palnęłam nagle nie mogąc oderwać od nich wzroku.
Uśmiechnął się tajemniczo, podając ręke odpowiedział:
- Jari Syylkanenn.
- Nie jesteś z polski prawda? Zmarszczyłam brwi czekając na odpowiedź.
- Nie, odpowiedział stanowczo,jestem z pochodzenia Finem.
No pięknie, cos czuję że jeszcze się spotkamy.
Bardzo ciekawe i nietypowe opowiadanie. Jest naprawdę wyjątkowe! Czuję, że Jari będzie świetny, gdyż kocham niebieskookich blondynów.
OdpowiedzUsuńSpróbuj w komentarzach na innych blogach podsyłać link do swojego, bo zdecydowanie warto go przeczytać.
Proszę, pisz dalej! :)
Wow! Jestem pod dużym wrażeniem. Z pewnością będę tu zaglądać (:
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz. Jestem ciekawa, co będzie dalej. ;)
OdpowiedzUsuń