środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 2

Poznań 25.07/26.07 nad ranem/ dzień spotkania z Arkadiuszem Lewińskim                                                          Chwiejnym krokiem udaje się do łazienki by ulżyć mojemu fizycznemu cierpieniu, przy okazji potykając się o własne nogi które już nie potrafią unieść tego ciężaru. Barykadując się w łazience powoli nalewam wody wanny, przeglądając się w lustrze dostrzegam coś powoli będącego dla mnie normalnością-podbite oko. Czując mocne pulsowanie w okolicach źrenicy, wiedziałam już że tak szybko tego ,,znaku'' się nie pozbędę. Para wydobywająca się z wanny, zdążyła już szczelnie wypełnić całe pomieszczenie, o dzięki opatrzności(!)ze w kieszeni szlafroka zdążyłam przemycić tel. Słysząc walnięcie pięścią w drzwi wejściowe z przerażaniem zaczęłam się trząść i skulona pod ścianą wyczekiwałam najgorszego; -Jak wolisz! Tylko tyle usłyszałam, zdałam sobie sprawę iż ,,boski'' wybiera się do pracy a ja wykorzystując chwilę spokoju będę mogła pomyśleć. _______________________________________________________________________________________________________                     Teraz będąc już wolna zastanawiam się czemu byłam taka naiwna,taka zaślepiona, taka głupia.... ŻADNA KOBIETA NIE JEST WINNA!!! NIGDY!!! NICZEMU!!!! _______________________________________________________________________________________________________ Woda która parę minut temu była gorąca na tyle że nie można było nawet zamoczyć małego palca u nogi, właśnie stała się lodowata, z pól snu obudził mnie dzwonek komórki, dzwonił Ojciec Igi: -Ala, naprawdę zgadzasz się ?!Pytał z niedowierzaniem w głosie mężczyzna. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa,zarówno ze zmęczenia, jak i ze strachu i bezsilności; -Alicja, halo jesteś tam?? Zaniepokoił się moim brakiem odpowiedzi. Nadal brakowało jej z mojej strony, bo tak naprawdę to co miałam odpowiedzieć ?? -Błagam Cie nie rób nic głupiego, za 10min będę.Kontynuował swój monolog Lewiński,po tych słowach rozłączył się. Rozpaczliwie sapiąc do telefonu nadal trzymanego przy uchu z całym impetem rzuciłam nim o ścianę... ,,NIE, NIE BĘDZIE ŻADNEGO WYJAZDU!! ŻADNEJ FINLANDII!! ON I TAK MNIE ZNAJDZIE, WOLĘ JUŻ UMRZEĆ!!''-Krzyczała moja podświadomość Gwałtownie otworzyłam drzwi od łazienki rozbijając przy tym lustro wiszące w korytarzu, zapominając już całkowicie o przygotowanej kąpieli, Z IMPETEM wchodząc do kuchni chwyciłam za nóż leżący na stojaku,musiałam go rzadko używać Ostry i połyskujący przedmiot za chwilę posłuży za mego wybawce od ,,boskiego ŻYCIA'' w odbiciu kuchennego narzędzia przyjrzałam się lewemu oku na które praktycznie już nie widziałam. Z nabrzmiewającej opuchlizny poleciało kilka łez... NIE JA JUŻ DŁUŻEJ TAK NIE CHCE !!!!! Odchylając głowę jak najdalej od widoku ostrza na mojej skórze, śmiałym ruchem przecinając naskórek uwolniłam stróżek krwi płynący z początku nagle i szybko dając mi swojego rodzaju chwilowy ,,odlot'', po kilku minutach jednak wszystko zwolniło, zarówno czerwona ciecz upływająca z żyły jak i reszta świata... Powoli osuwając się po ścianie poczułam coś na podobieństwo spełnienia.... NARESZCIE SPOKÓJ!!!! WIECZNY SPOKÓJ!!!! Spojrzałam pół przytomna na kuchenny zegarek, mija kolejna minuta, uśmiecham się do siebie, w uzasadnieniu swojej decyzji NARESZCIE!!! Wsłuchując się w fragment jakiegoś wolnego utworu który leciał w radiu usłyszałam dzwonek do drzwi; ,,A dzwoń sobie ile chcesz, i tak nie otworze''Pomyślałam sarkastycznie. Dzwonek stał się ,,chamskim'' i natrętnym dźwiękiem który został zignorowany przeze mnie z wiadomych względów NIE PRZESZKADZAJ MI KIMKOLWIEK JESTEŚ!!!! JA TU STARAM SIĘ UMIERAĆ!!!! Jak on śmie Ci przeszkadzać?! Odezwał się głos w mojej głowie. Pod koniec swojego i tak mało interesującego życia zaczęłam wariować...pięknie... -Tak, dzwonie do drzwi i nie reaguje. Usłyszałam w momencie rozmowę Lewińskiego. -Dobrze, zrobię jak Pani prosi, tylko błagam przyjedzcie jak najszybciej.Załkał mężczyzna. Chciało mi się spać, powoli zamykając powieki usłyszałam dwa porządne,, huknięcia'' i trzask wywarzanych drzwi frontowych. DOBRANOC ŻYCIE...... Ze snu wyrwał mnie dotkliwy i nagły jazgot, połączony krzyk Pana Arkadiusza z tupaniem wielu nagle zebranych w jednym pomieszczeniu osób ktoś wyprosił ojca Igi do innego pokoju, aż tak jest ze mną źle???? Odwróciłam głowę w celu wiadomym, przeraziłam się widząc otwarta ranę na swoim nadgarstku która po chwili została zaciśnięta jakimś białym i ,,szpitalnie'' pachnącym materiałem. - Pomóż mi, proszę. Wyszeptałam do młodego sanitariusza który spojrzał na mnie jakby chciał przekazać mi największa jak tylko może pogardę dla tego szczeniackiego wybryku. -Panowie zabieramy ją.Stwierdził najstarszy ratownik. Bez żadnego słowa zostałam ułożona na noszach przez dwóch barczystych mężczyzn, przez uchylone drzwi do salonu spojrzałam na Lewińskiego którego przesłuchania jakaś policjantka. -Aluś jak tylko skończę rozmawiać panią to przyjadę do szpitala.Wszystko już będzie dobrze, zobaczysz dziecko. Odpowiedział na do widzenia _______________________________________________________________________________    Po kilkudziesięciu minutach jazdy karetką dotarłam na swoją salę, widok białych ścian przyprawiał mnie o mdłości... Nie pamiętam ile spałam, zapewne dobra kilka godzin ponieważ po pierwsze za oknem było już ciemno i po drugie na skraju łóżka leżała jakaś torba a z korytarza szło usłyszeć znajomy głos; - To dobra dziewczyna.... niestety nie, z tego co się orientuje wychowała ją babcia....Panie doktorze ja ją traktuje jak własną córkę, bardzo się o nią martwię. Zdołałam usłyszeć strzępki rozmowy, chwilę po niej spojrzałam na nadchodzącego45latka który westchnął z troską i z nie dowierzaniem pokręcił głową komentując mój wyczyn; -Ala, dlaczego to zrobiłaś????Ty od początku nie jesteś szczęśliwa z tym kolesiem. Nie odpowiedziałam,po raz kolejny tego dnia zaczęłam płakać Pan Lewiński widząc mój smutek, z troską wziął moją dłoń i stwierdził : -Nie musisz nic mówić, teraz będziesz bezpieczna, mimowolnie spojrzał na zegarek; -O rety już ta godzina????Muszę już uciekać Aluś i tak wyprosiłem ordynatora bym mógł wejść do Ciebie poza godzinami odwiedzin. Odkładając torbę pod szpitale łóżko dodał -Przywiozłem Ci trochę rzeczy osobistych na te kilka dni. Łapiąc mocniej Jego dłoń odpowiedziałam cicho: -Dziękuje Panie Arku. Odpowiedział mi takim typowym pełnym troski ojcowskim uśmiechem po chwili jednak odparł: -Nie musisz mi za nic dziękować, jutro porozmawiamy sobie otwarcie. Kiwnęłam na znak aprobaty. Ocierając dłoń o dłoń i rozglądając się po sali rodziciel Igi dodał jeszcze: -O, włączę Ci tv byś się nie nudziła. Wyciągnął w portfela kilka srebrnych monet i wrzucił do maszyny dzięki której telewizor powoli zaczął swój monolog. -Masz tutaj resztę byś chciała jeszcze coś oglądać, i do jutra dziecko.Pożegnał się kładąc na szafce kilka monet Uśmiechnęłam się na pożegnanie. Po kilku minutach moja uwagę przyciągnęły wiadomości sportowe, uśmiechnięty dziennikarz relacjonował wywiad z konkursu skoków narciarskich w Wiśle -Jest mi niezmiernie miło Państwa poinformować iż po wielu staraniach zgodziła się udzielić nam wywiadu. Zaświergotał uradowany Zaraz, zaraz ,,zgodziła się''???  -Panie i Panowie z nie ukrywaną dumą pragnę zapowiedzieć wywiad z zawodniczką która jest objawieniem tego sezonu. Chwila moment ,,z zawodniczką???'' -Szanowni Państwo oto Ona: IGA LEWIŃSKA, polka w barwach Finlandii.Dziennikarz nie krył podniecenia rozmowy z moją przyjaciółką W jednej sekundzie wstałam z łóżka nie czując nawet bólu zahaczenia wenflonu o szpitalna piżamę. IGA ZOSTAŁA SKOCZKIEM?!? Jednak dobrze się stało że mnie zdążyli odratować...... Kaunis Suomi!!!!!!!!!!!!!!!!!

2 komentarze:

  1. Naprawdę ciekawie skonstruowane opowiadanie , polecam dla wygody odczytu bardziej rozgraniczenie dialogów ,poza tym naprawdę dobrze się czyta

    OdpowiedzUsuń
  2. ciekawe jak jej losy potoczą się w Finlandii...

    OdpowiedzUsuń